poniedziałek, 3 lutego 2014

Mały metraż, duże wyzwanie

Kuchnia, łazienka i dwa pokoje. Razem: 30 mkw

Jak nie ma innej możliwości – musi wystarczyć. Prezentowane mieszkanie powstało z segmentu
w byłym hotelu robotniczym. Niegdyś były to dwa oddzielne pokoje z węzłem sanitarnym i aneksem kuchennym. Następnie M2 ze ślepą kuchnią, dziś – wygodną kawalerką lub jak kto woli „studio” – ostatnio chwytliwe określenie.






Kwestia nomenklatury? Nie koniecznie.
Dodam, że budżet był minimalny, żeby nie powiedzieć „marketowy”.
Cel: zaprojektowanie mieszkania pod wynajem, stąd uniwersalne, bezpieczne kolory.



 

 



Kuchnia
Otwarcie kuchni. Jedni lubią inni nie – nie ma sensu dyskutować. W tym przypadku lepszym rozwiązaniem było otwarcie. Klaustrofobiczny aneks kuchenny z okienkiem na pokój wymagał ekwilibrystycznych zdolności by przygotować najprostszy posiłek. Po otwarciu – niezaprzeczalnie gotować można z rozmachem, znalazło się też miejsce na stół do konsumpcji (pod lampą – jedynym akcentem kolorystycznym)
 



 




Przedpokój – jakieś 2 m2. Po usunięciu boazerii, (tak kiedyś lubianej (!), potem bardzo dyskusyjnej, następnie masowo zrywanej, a obecnie owszem, stosowanej, ale w innej odsłonie) przestrzeń wydaje się dwa razy większa. Pozostałe środki to minimalistyczne wyposażenie, światło i kolor.






Kuchnia. Teraz kuchnia, bo wcześniej wnęka kuchenna. Ma 3 metry bieżące,
ale wszystko jest – z blatem roboczym i zmywarką włącznie. Konsekwentna kolorystyka jest gwarancją spójności i harmonii. Jedyny świadek przeszłości – lodówka (wspominałam o budżecie?) wkomponowana pod blat narzuciła niejako kolor górnych szafek. Jedyna dekoracja jaka wkradła się do tej kuchni to pojedynczy pasek mozaiki na ścianie – istne szaleństwo!


 

 

Świat zmierza do miniaturyzacji. Ta łazienka jest tego najlepszym, żeby nie powiedzieć: wzorcowym przykładem. Na zdjęciu tego nie widać, ale pomiędzy wanną a muszlą mieści się pralka. Mimo to po wejściu – wrażenie przestrzeni
i swobody korzystania. Stary jak świat efekt poziomych pasów sprawdził się idealnie. Przechowywanie detergentów odbywa się w strefie podsufitowej
(na zdjęciu jeszcze w budowie), dzięki czemu dało się uniknąć dodatkowych szafek i schowków na poziomie podłogi.
 

 
Kolejny świadek przeszłości – muszla (po małym liftingu). Umywalka idealnie wkomponowana we wnękę, nie zawadza już podczas dumania. Zamiast dekoru punktowego – liniowy i płaszczyznowy, przy tym w gołębich kolorach, zdecydowanie lepiej wpisuje się w konwencję całości mieszkania.
 
 

 
 

 
 
 
Zamiast lustra we wnęce – pogłębiona cała wnęka – to dzięki temu umywalka już nie wystaje, co więcej, nie wchodzi już też w światło drzwi. A skoro już o drzwiach – to ich zasługą jest, że to „szare i zimne”, mieszkanie mimo wszystko jest… przytulne (okropne słowo!). Laminat w kolorze bielonego dębu ociepla całość
i dodaje skandynawską nutkę. Takie ocieplenie szczególnie przydatne jest
w łazience, pomieszczeniu zwanym „sanitarnym”.

 
 
 
 Pokój konsekwentnie szary w poziome pasy. Żeby nie przesadzić – tylko na dwóch ścianach – wystarczy, żeby poszerzyć, a przy tym uniknąć monotonii.
To tylko tło – resztę barw wprowadzą sobie przyszli mieszkańcy (a to bywa zaskakujące!)